Recenzja książki Volkera Koopa „Bormann. Pierwszy po bestii”

Martin Bormann przez cały czas rządów Adolfa Hitlera pozostawała w jego cieniu. Nie przemawiał na wiecach, szerokiej opinii publicznej był mniej znany niż Goebbels, Himmler, Göring czy Hess, a jednak mimo to, właśnie on zyskał ogromny wpływ na Hitlera. Był jednym z najbardziej znienawidzonych funkcjonariuszy nazistowskich, budził strach wśród swoich współpracowników, a także mawiano o nim, że jest człowiekiem od brudnej roboty. W jaki sposób Martin Bormann skupił w swoim ręku tak wielką władzę, że nawet Himmler i Göring obawiali się, aby nie użył jej przeciwko nim. Czy sekretarz Hitlera miał tajemną wiedzę o wszystkim prominentnych działaczach nazistowskich? Na to pytanie stara się odpowiedzieć Volker Koop, wybitny niemiecki publicysta i autor kilkudziesięciu książek poświęconych historii Niemiec.

„Bormann pragnął władzy i używał jej, aby dać upust swoim osobistym antypatiom i na przykład prowadzić walkę z Kościołami. Cenę za jego dążenie do władzy płacili ludzie w Niemczech oraz opanowanych i okupowanych przez Niemcy krajach – dlatego współczucie lub choćby sympatia dla Bormanna byłyby zupełnie nie na miejscu”

Czytaj dalej

Recenzja książki Marka A. Koprowskiego „Żołnierze Wyklęci. Złapali go i dostał w czapę”

Kolejny, już trzeci tom wspomnień Żołnierzy Wyklętych autorstwa Marka Koprowskiego to nie tylko zbiór wspomnień osób, które walcząc z reżimem komunistycznym narażały życie swoje i swoich rodzin, ale przede wszystkim cenne źródło historyczne, ukazujące czytelnikowi, jak wyglądały powojenne czasy w Polsce Ludowej. Na publikację „Żołnierze Wyklęci. Złapali go i dostał w czapę” składa się osiem wspomnień autorstwa: Mariana Sobczyka, Zbigniewa Matysiaka, Wiesława Jeżewskiego, Jerzego Krusensterna, Maksymiliana Jarosza, Bolesława Ogrodniczuka, Romana Domańskiego oraz Stanisława Maślanki. Ich opowieści, podobnie, jak w poprzednich częściach to historie z życia wzięte, niektóre mrożące krew w żyłach. Dla czytelnika to jednak lekcja prawdziwej historii, pokazująca, zwłaszcza młodym czytelnikom, że były to czasy kiedy każda oznaka niezależności i sprzeciwu wobec władz była surowo karana.

Czytaj dalej

Recenzja książki Andrzeja Nowaka „Pierwsza zdrada zachodu. 1920 – Zapomniany Appeasement”

„Kulminacją tej polityki była przedstawiona w parlamencie brytyjskim 10 sierpnia 1920 roku decyzja Lloyda George`a, by stanowczo zalecić rządowi polskiemu przyjęcie żądań strony sowieckiej, które wojsko – Armia Czerwona – zbliżało się właśnie do przedmieść Warszawy. Chodziło o żądania oznaczające faktycznie sowietyzację Polski”

„Brytyjski premier nie rozumiał, a dokładniej nie chciał przyjąć do wiadomości, że owe ambicje nie ograniczały się do terytorium Galicji Wschodniej czy całej Polski, ani do Europy Środkowo – Wschodniej. Obejmowały bowiem całą Europę”

Pięć dni po przemówieniu Lloyda George`a w brytyjskim parlamencie wojska polskie /15 sierpnia 1920 roku/ pod Warszawą rozbiły Armię Czerwoną Marszałka Michaiła Tuchaczewskiego, dzięki czemu uratowały nie tylko niedawno co odzyskaną niepodległość, ale także Europę Zachodnią przed sowietyzacją. Dla Europy z pewnością była to ogromna niespodzianka, tym bardziej, że Polskę już spisano na straty. Mimo to wielu polityków europejskich, w tym zwłaszcza w Wielkiej Brytanii i Francji nie rozumiało, że gdyby padła Warszawa i Polska, również upadłyby inne europejskie stolice. Profesor Andrzej Nowak w swojej publikacji ukazuje czytelnikowi w jaki sposób europejscy politycy, wywodzący się ze zwycięskich mocarstw z I wojny światowej postrzegali konflikt sowiecko-polski. Polski historyk szczegółowo omówił jak doszło do powstania koncepcji appeasementu /zaspokojenia, uspokojenia/, w której brytyjski rząd był w stanie za cenę Polski i innych krajów Europy Środkowo – Wschodniej zatrzymać pochód sowieckiej rewolucji. W tej kwestii główną rolę odgrywał premier brytyjski David Lloyd George, który po zakończeniu I wojny światowej należał do trzech głównych rozgrywających w polityce światowej, oprócz Francji i Stanów Zjednoczonych. Aby jednak wnikliwie podjeść do sprawy Andrzej Nowak podzielił swoją publikację tak, aby przedstawić w niej poszczególne etapy, w których najważniejsze państwa europejskie i Stany Zjednoczone podejmowały decyzji odnośnie losów Polski i krajów Europy Środkowo – Wschodniej.

Czytaj dalej

Recenzja książki Henrika O. Lunde „Dynastia wojowników. Wojny Szwecji 1611 – 1721”

Szwecja w XVII i na początku XVIII wieku stanowiła mocarstwo europejskie, które decydowało o losach Starego Kontynentu. W tym okresie Imperium Szwedzkim rządziło dwóch największych w historii tego kraju wojowników – Gustaw Adolf i Karol XII. Zarówno jeden, jak i drugi zginęli na polu walki, gdzie spędzili większość swojego życia. Zanim jednak dokonali swojego żywota spustoszyli i podbili pół Europy Środkowo – Wschodniej i Wschodniej, a także osiągnęli sukcesy na terenie dzisiejszych Niemiec. Okres dynastii wojowników od 1611 do 1721 roku opisał pochodzący z Norwegii oficer armii Stanów Zjednoczonych Henrik O. Lunde. Jego praca to szczegółowa i dogłębna analiza Państwa Szwedzkiego w okresie największej świetności, kiedy Morze Bałtyckie praktycznie stało się „morzem wewnętrznym” tego imperium. O książce Henrika Lunde po jej przeczytaniu mogę powiedzieć jedno – rewelacyjna publikacja, która dla historyków interesujących się dziejami XVII i XVIII-wiecznej Europy jest obowiązkowa!

W swojej publikacji norweski pisarz zwraca szczególną uwagę na prowadzone wojny i bitwy, w których szwedzkie wojska odnosiły wspaniałe zwycięstwa. Nie zabrakło jednak także dotkliwych porażek, jak Kircholm w 1605 roku, Kłuszyn w 1610 roku czy Połtawa w 1709 roku, którą można uważać za początek upadku wielkiej Szwecji. Początek pracy Henrika Lunde to jednak przybliżenie kształtu Szwecji, jej ustroju, panujących i związków z Danią oraz Norwegią. Dalej autor przechodzi już do prowadzonych na początku XVII wieku konfliktów z Polską, z którą szwedzcy władcy walczyli aż do początku XVIII wieku. Lunde nie zapomniał także wspomnieć o reformach, jakie przeprowadzali szwedzcy królowie, zwłaszcza Gustaw Adolf. Jego taktyka, udoskonalenie stosowania broni, armat i wykorzystania kawalerii zmieniły niejednokrotnie bieg historii Europy. Co ważne, Lunde zauważa słusznie, że szwedzcy władcy potrafili wykorzystać odpowiedni moment, aby włączyć się w bieg najważniejszych wydarzeń. Tak było w przypadku wojny trzydziestoletniej. Gustaw Adolf wykorzystując niepowodzenie duńskiego króla Chrystiana IV, pobitego przez wojska ligi katolickiej, skorzystał z okazji i stał się obrońcom protestantyzmu, aktywnie włączając się do wojny, która pochłonęła miliony ofiar w Europie. I mimo że Gustaw Adolf zginął pod Lützen w 1632 roku, wojna ta i zwycięstwa szwedzkie przyczyniły się do wzrostu potęgi tego państwa, będącego od tej pory mocarstwem europejskim. Autor zauważa jeszcze jeden, bardzo istotny fakt. Szwecja mająca w chwili rozpoczęcia wojny trzydziestoletniej 1,3 do 1,5 mln ludności potrafiła nie tylko wystawić wielką armię, ale także ją utrzymać. W myśl sentencji Gustawa Adolfa „wojna powinna się sama finansować”, Szwedzi potrafili utrzymać swoją armię, zaciągnąć najemników, wyżywić ich, uzbroić dzięki kontrybucjom ściąganym od podbitych krajów i miast. To umożliwiło tak długotrwałe prowadzenie wojny, który zakończyła się dla Szwedów wielkim zwycięstwem.

Czytaj dalej

Recenzja książki Davida G. Williamsona „Zdradzona Polska. Napaść Niemiec i Związku Sowieckiego na Polskę w 1939 roku”

Publikacje brytyjskich historyków dotyczące historii naszego kraju, a zwłaszcza okresu II wojny światowej, są zawsze warte uwagi. Przede wszystkim czytając je dowiadujemy się, jak postrzegają naszą historię oraz czy potrafią zauważyć błędy, jakie ich kraj popełnił w stosunku do Polski. Taka jest właśnie praca Davida G. Williamsona, który potrafi nie tylko spostrzec, że Wielka Brytania gwarantując Polsce niepodległość, tak naprawdę próbowała zastraszyć Hitlera, ale także wytknąć nam, że popełniliśmy sami wiele błędów, które przyczyniły się do naszej klęski.

Główną częścią publikacji brytyjskiego historyka jest opis kampanii w Polsce we wrześniu 1939 roku. Autor opisał nie tylko działania wojsk niemieckich, ale skupił się także na agresji Związku Radzieckiego 17 września 1939 roku. Zanim jednak Williamson przeszedł do szczegółowego opisu kampanii wrześniowej, a w tym między innymi: prowokacji gliwickiej, obrony Westerplatte, bitwy nad Bzurą, oblężenia Warszawy i napaści Armii Czerwonej, przedstawił tło wydarzeń, które doprowadziły do klęski II Rzeczypospolitej. W rozdziale tym David Williamson ukazał czytelnikowi nie tylko jak doszło do powstania niepodległej Polski po 123. latach niewoli, ale także jaka była jej ówczesna pozycja w Europie na początku lat dwudziestych XX wieku oraz wrogów nowego państwa polskiego. Autor odniósł się również do nawiązania stosunków nie tylko politycznych, ale też i gospodarczych między Niemcami a ZSRR, rozwojem sił zbrojnych w Niemczech, Związku Radzieckim i Polsce, a także pierwszymi agresywnymi posunięciami III Rzeszy Niemieckiej, nic niewartym gwarancjom brytyjskim i francuskim dla Polski oraz przygotowaniom hitlerowskich Niemiec do ataku na Polskę we wrześniu 1939 roku.

Czytaj dalej

Jeden z symboli Bytomia – kościół pw. Świętej Trójcy

Archiwalne zdjęcie kościoła pw. Świętej Trójcy /lata 90. XX wieku/, źródło www.kuria.gliwice.pl

Rozwój przemysłowy Bytomia pod koniec XIX wieku oraz idący za tym gwałtowny wzrost liczby ludności w mieście spowodował, że coraz częściej zaczęły pojawiać się propozycje, aby wybudować nowy kościół. Wprawdzie istniał dość duży kościół w centrum miasta pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, a także cmentarna kaplica Świętej Małgorzaty oraz pozostały po szpitalu bożogrobowców kościół Świętego Ducha, jednak w rozrastającym się Bytomiu, gdzie stale wzrastała liczba wiernych to nie wystarczało. Władze kościelne widząc ten problem rozpoczęły starania o budowę nowego kościoła, który miał stanąć w miejscu zlikwidowanej kaplicy pod wezwaniem Świętej Trójcy.

Decyzja o budowie nowej świątyni zapadła w 1871 roku. II połowa XIX wieku była w Niemczech okresem walki państwa z kościołem w ramach tzw. Kulturkampfu, co znacznie utrudniło starania władz kościelnych o uzyskanie pozwolenia na budowę kościoła. Do pierwszych prac budowlanych przy nowej świątyni przystąpiono dopiero w 1880 roku, zaś wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę kościoła nastąpiło 21 maja 1883 roku. W rok później stały już mury nowego kościoła, a w 1885 roku zakończono prace przy sklepieniach oraz powstała plebania. Budowę kościoła ostatecznie ukończono na początku 1886 roku, zaś 20 czerwca 1886 roku ksiądz biskup sufragan wrocławski Hermann Gleich dokonał uroczystej konsekracji kościoła pw. Świętej Trójcy.

Czytaj dalej

Miała być w Radzionkowie, powstała w Bytomiu – parafia św. Stanisława biskupa i męczennika

Parafia św. Stanisława biskupa i męczennika w Bytomiu, źródło: https://www.facebook.com/Parafia-pw-%C5%9Bw-Stanis%C5%82awa-bpa-i-m-w-Bytomiu-358300554230348/

Należy do jednej z najmłodszych parafii w Bytomiu. Jej historia początkowo związana była z Radzionkowem, bowiem to właśnie w granicach radzionkowskiej parafii Świętego Wojciecha w latach osiemdziesiątych XX wieku zaczęto rozbudowywać osiedle, zwane dzisiaj Osiedlem im. Generała Jerzego Ziętka. Powstające nowe bloki, co wiązało się ze wzrostem liczby mieszkańców nowobudowanego osiedla, a tym samym parafian spowodowało, że ksiądz biskup Henryk Bednorz podjął decyzję o wybudowaniu nowego kościoła. Pierwsze starania rozpoczął na początku lat osiemdziesiątych XX wieku ksiądz Karol Nawa, proboszcz Parafii Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Radzionkowie – Rojcy. Lokalizacja kościoła na Rojcy nie znalazła jednak uznania zarówno w oczach kapłanów, jak również wiernych, dlatego też rozpoczęto długo trwające negocjacje z władzami Bytomia.

Dzięki osobistym staraniom biskupa Henryka Bednorza władze Bytomia wyraziły 4 marca 1985 roku zgodę na lokalizację nowego kościoła na terenie powstającego osiedla. Dwa miesiące później, 17 czerwca biskup Bednorz mianował księdza Dominika Szaforza budowniczym kościoła, który już w styczniu 1986 roku rozpoczął ogradzanie terenu przeznaczonego na nowy kościół. Z kolei 2 kwietnia 1986 roku podczas pielgrzymki kapłańskiej do Rzymu, Ojciec Święty Jan Paweł II poświęcił kamień węgielny pod budowę kościoła i udzielił błogosławieństwa dla budującej się nowej parafii.

Czytaj dalej

Recenzja książki Romualda Owczarka „Zapomniane fabryki zbrojeniowe Hitlera”

II wojna światowa pełna jest tajemnic i zagadek związanych z tajemniczymi podziemiami, sekretnymi broniami czy tajnymi operacjami, które miały zmienić bieg wojny. Coraz częściej na jaw wychodzą jednak kolejne tajemnice III Rzeszy Niemieckiej, a dotyczące fabryk i zakładów zbrojeniowych, dzięki którym Adolf Hitler miał wygrać wojnę. Wśród nich nie brakuje fabryk, które umieszczono na Dolnym Śląsku, a mających niebagatelne znaczenie dla gospodarki III Rzeszy i prowadzonej na wielu frontach wojny przez nazistowskie Niemcy.

Temat zapomnianych i tajemniczych fabryk zbrojeniowych Hitlera został w szczegółowy sposób opisany przez Romualda Owczarka. Ten pasjonat historii podjął się opisania nieznanych faktów dotyczących fabryk, które hitlerowcy umieszczali na Dolnym Śląsku. Jak słusznie zauważył autor wobec nasilających się nalotów aliantów na fabryki zbrojeniowe III Rzeszy, najwyżsi dostojnicy Rzeszy Niemieckiej, w tym Adolf Hitler zmuszeni zostali do podjęcia decyzji o przeniesieniu części produkcji w rejony nienarażone na bombardowania. Za jeden z takich obszarów niemieckie dowództwo uznało właśnie Dolny Śląsk.

Czytaj dalej

Recenzja książki Józefa Makowskiego „Uciekinier”

prod956img1443533242„Dla historyka wspomnienia Józefa Makowskiego okazują się cenne ze względu na wyjątkowość losu bohatera, a przy tym detaliczność zapisu(…)

(…)Autor zdecydował się opisać nie najbardziej traumatyczne doświadczenia z getta i Treblinki, lecz późniejsze, zaskakujące okoliczności, w jakich udało mu się wraz z przyjacielem przeżyć dwa ostatnie lata okupacji – w ukryciu wśród Niemców jako polski, najemny pracownik cywilnych służb lotniczych.

Historia Józefa Makowskiego, polskiego Żyda, który przeżył wojnę ukrywając się wśród Niemców mogłaby posłużyć za scenariusz filmu. Ukrywając się w mundurze Wehrmachtu, korzystając z niemieckich hoteli, kartek na żywność, a także restauracji „nur für Deutsche” znalazł się w samym centrum wydarzeń, wśród ludzi, którzy przesiąknięci ideologią nazizmu nienawidzili Żydów. A mimo to udało mu się nie tylko wśród nich żyć, ale dotrwać do końca wojny. Wspomnienia Józefa Makowskiego zostały już wydane, między innymi dwukrotnie w latach sześćdziesiątych XX wieku pod tytułem „Wehrmachtgefolge”. W tym roku na ponowne wydanie książki Makowskiego zdecydowało się Wydawnictwo PWN wraz z Ośrodkiem „Karta”. Dzięki temu kolejne pokolenie czytelników może poznać losy człowieka, który ukrywając się w obcym mundurze zdołał przeżyć koszmar wojny.

Czytaj dalej

Recenzja książki pod redakcją Philipa Cooke`a i Bena H. Shepherda „Ruch Oporu w Europie 1939 – 1945”

8115II wojna światowa to nie tylko wielkie operacje militarne, bitwy, a także zmieniająca się technika wojenna i powstające nowe rodzaje broni. To także potężny ruch oporu, który narodził się w podbitych przez nazistowskie Niemcy Europie. Największą organizacją podziemną, która prowadziła wojnę z okupantem była oczywiście Armia Krajowa, która stworzyła podziemne państwo skutecznie walczące z nazistowskim zaborcą. Jednak w książce dwóch brytyjskich historyków został uwzględniony nie tylko ruch oporu w okupowanej Polsce, ale także w kilku innych państwach. Philip Cooke i Ben H. Shepherd podejmując temat walki przeciwko niemieckiemu okupantowi starają się nie tylko przybliżyć tą walkę w poszczególnych krajach, ale pokazać, że ruch oporu był czymś więcej niż tylko czwartym rodzajem sił zbrojnych (po wojskach lądowych, marynarce wojennej i lotnictwie). Autorzy próbują dowieść, że ruch oporu rozwinął się w drugi konflikt, równolegle toczony z nazistowskimi Niemcami, które oprócz otwartej walki na Wschodzie i Zachodzie, musiały także zmierzyć się z podziemnymi organizacjami, dającymi swe znaki na tyłach.

Publikacja została podzielona na 11 rozdziałów, w których omówione zostały poszczególne kraje i regiony, gdzie utworzony został ruch oporu. Wśród wymienionych są: Belgia, Czechy, Francja, Grecja, Włochy, Holandia, Polska, Skandynawia, Związek Radziecki i Jugosławia. Najpierw, zanim jednak poszczególni autorzy przeszli do omówienia działań partyzanckich, w rozdziale „Piąta kolumna, czwarty rodzaj sił zbrojnych, trzecie zadanie czy drugi konflikt?” Evan Mawdsley pokazuje, jaki wpływ i znaczenie dla toczącej się wojny w Europie miał ruch partyzancki. Najpierw jednak Mawdsley próbuje uwidocznić czytelnikowi, że wraz z sukcesami Wehrmachtu w Europie sytuacja Wielkiej Brytanii – jednego ze zwycięzców II wojny światowej, w 1940 roku wyglądała katastrofalnie, pisząc:

„Patrząc z perspektywy zwycięstwa aliantów w 1945 roku trudno sobie nawet wyobrazić, jak rozpaczliwie wyglądała sytuacja Wielkiej Brytanii pięć lat wcześniej, czyli latem 1940 roku. Francja upadła, Włochy przyłączyły się do wojny, zagrażając brytyjskiej pozycji w rejonie Morza Śródziemnego. Nieuchronnie wydawały się bombardowania samej Wielkiej Brytanii, a nawet inwazja na nią”

Czytaj dalej

Recenzja książki Williama Stevensona „Vera Atkins. Kobieta szpieg”

560„Vera Atkins była wspaniałą i skuteczną przywódczynią elitarnej grupy, która po kryjomu walczyła przeciwko nazistom w okupowanej Europie po upadku Francji w 1940 r.”

„Całe życie Vera toczyła nieustanną walkę z biurokratami i dowódcami wojskowymi, którzy nie popierali brudnych działań SOE /Kierownictwa Operacji Specjalnych/. Stale szamotała się z SIS /Secret Intelligence Service/, której siatki europejskie zostały skompromitowane przez Niemców, porywających jej agentów. Niektórzy dygnitarzy SIS naprawdę zaangażowali się w zniszczenie SOE”

Historia Very Marii Rosenberg /Very Atkins/ to nie tylko walka z okupantem niemieckim w czasie II wojny światowej, ale także biurokratyczną machiną, która próbowała zniszczyć to, co tworzyli brytyjscy agenci przez wiele lat. Siatki szpiegowskie, szkolenia agentów, tajne operacje, a także wywiad zakrojony na szeroką skalę. Tak w skrócie można powiedzieć o Verze Atkins, która wykorzystując znajomość kilku języków obcych, swoje życie poświęciła dla pracy wywiadowczej przeciwko nazistowskim Niemcom.

Czytaj dalej

Recenzja książki Zbigniewa Stąpora „Berlin 1945”

7997„Operacja berlińska stanowiła część składową ostatniej ofensywy sprzymierzonych na europejskim teatrze wojny i odegrała w niej niezmiernie istotną rolę. Skala i rozmach zbrojnych starć na berlińskim obszarze operacyjnym były ogromne. Z obu stron walczących wzięło w nich udział ponad 3,5 mln żołnierzy, 50 tys. dział i moździerzy, ok. 8 tysięcy czołgów i dział pancernych oraz 9 tys. samolotów”

Tak we wstępie pisze o operacji berlińskiej Zbigniew Stąpor, który przybliża na łamach swojej książki bitwę o Berlin, ostatnią wielką operację wojenną w Europie podczas II wojny światowej. Słowo „przybliża” ma tutaj decydujące znaczenie, bowiem w mojej ocenie, jako historyka, jest to ujęcie skrótowe jednej z największych bitew. Autor skupił się wyłącznie na kwestii militarnej, w ogóle nie podejmując wątku rozgrywek, jakie miały miejsce w bunkrze Adolfa Hitlera. Oczywiście można to zrozumieć, bowiem publikacja należy do serii „Historyczne Bitwy”, jednakże warto byłoby podjąć ten wątek, który jak wiadomo miał ogromne znaczenie dla prowadzonej przez Niemców obrony.

Czytaj dalej

Recenzja książki Jerzego Topolskiego „Rzeczpospolita Obojga Narodów 1501-1795”

121Dzieje Rzeczpospolitej Obojga Narodów to okres potęgi i upadku. Unia lubelska z 1569 roku dała początek państwu, które należało do grona największych ówczesnych mocarstw europejskich. XVI i pierwsza połowa XVII wieku to okres świetności Rzeczpospolitej, która potrafiła się skutecznie oprzeć Rosji, Szwecji i Turcji. Niestety druga połowa XVII wieku to czas w którym nasz kraj zaczął chylić się ku upadkowi. Nawet zwycięstwo Sobieskiego pod Wiedniem nad armią turecką tylko na krótko przysłoniło słabość naszego państwa. Kolejny monarcha – August II Mocny wplótł Polskę w Wielką Wojnę Północną, która zakończyła się dla nas całkowitym uzależnieniem od naszego wschodniego sąsiada – Rosji.

Tematy te podjął w swojej publikacji wybitny polski historyk – Jerzy Topolski. Książka „Rzeczpospolita Obojga Narodów 1501-1795” to całkowita analiza państwa, które będąc potęgą europejską z biegiem lat staczało się na „dno”, czego efektem było rozbiory Polski. Swoją pracę Topolski podzielił na trzy części. W każdej z nich skupił się nie tylko na sprawach politycznych i międzynarodowych, ale także na gospodarczych, społecznych i religijnych. Oczywiście najwięcej miejsca polski historyk poświęcił dokonaniom naszego państwa na polu militarnym i dyplomatycznym, opisując nasze największe zwycięstwa, ale także nie pomijając klęsk, jakich Rzeczpospolita doznała szczególnie w drugiej połowie XVII wieku i w XVIII wieku.

Czytaj dalej

Na patronkę wybrali Świętą Barbarę

image-2

Źródło: Parafia pw. Świętej Barbary w Bytomiu, www.barbarabytom.asn.pl

Przełom XIX i XX wieku to gwałtowny rozwój Bytomia. Powstające kopalnie węgla kamiennego, rozwój przemysłu ciężkiego przyczynił się także do wzrostu liczby mieszkańców naszego miasta. Jeszcze na początku XX wieku Bytom i jego okoliczne wioski należał terytorialnie do parafii Najświętszej Marii Panny, gdzie liczba wiernych z każdym rokiem rosła, osiągając w latach dwudziestych XX wieku ponad 27 tysięcy osób. To spowodowało, że rada parafialna Najświętszej Maryi Panny podjęła 30 kwietnia 1926 roku decyzję o budowie nowego kościoła, który przejąłby część wiernych. Projekt zyskał poparcie kardynała Adolfa Bertrama, który zobowiązał się ofiarować główny ołtarz do nowej świątyni.

Podczas kolejnych obrad podjęto także decyzję, że patronką nowobudowanego kościoła będzie patronka górników – Święta Barbara. Z kolei w maju 1928 roku wyłoniona została komisja budowy nowego kościoła na czele której stanął ksiądz proboszcz Józef Niestrój. On również rozpoczął zbiórkę pieniędzy na budowę świątyni, które pochodziły od władz Bytomia, mieszkańców miasta oraz bytomskich parafii. Dzięki temu władze kościelne zleciły śląskiemu architektowi Teodorowi Ehlowi zaprojektowanie i budowę nowego kościoła, która rozpoczęła się już jesienią 1928 roku. Teodor Ehl to jeden z najwybitniejszych śląskich architektów, który miał na swoim koncie blisko trzydzieści obiektów budowlanych w tym nie tylko kościoły, ale także hale fabryczne czy budynki użyteczności publicznej.

Budowa kościoła postępowała bardzo szybko. Rozpoczęto ją w październiku 1928 roku, a zakończono już w listopadzie 1929 roku. 24 listopada 1929 roku poświęcono kamień pamiątkowy, a także zakończono prace nad dachem nowej świątyni. Zanim jednak odprawiono pierwszą mszę w kościele pw. Świętej Barbary /msze zgodnie z decyzją księdza Niestrója miały się odbywać po niemiecku i polsku/ musiały zakończyć się prace wewnątrz świątyni. W lipcu 1930 roku zmarł prowadzący prace budowlane ksiądz Józef Niestrój, którego zastąpił ksiądz wikary Maruska. Jak się okazało prace wewnątrz budynku trwały dłużej niż budowa samego kościoła i zakończyły się dopiero w pierwszej połowie 1931 roku. 10 maja 1931 odbyła się konsekracja kościoła pw. Świętej Barbary. W uroczystościach połączonych z obchodami 700-lecia istnienia kościoła Najświętszej Marii Panny wziął udział arcybiskup wrocławski Adolf Bertram, który poświęcił nie tylko nową świątynię, ale także umieszczone w głównym ołtarzu relikwie św. męczenników Fidelisa i Jukundy.

Niestety czas konsekracji nowej świątyni w Bytomiu przypadł na okres wielkiego kryzysu gospodarczego na świecie. Udało się zbudować i wykończyć nowy kościół, ale zabrakło już środków finansowych na budowę plebani. Proboszcz kościoła Świętej Barbary Alfred Hrabowsky oraz wikariusze mieszkali w wynajętych mieszkaniach, dlatego też już po konsekracji świątyni rozpoczęto starania o nowe środki pieniężne na budowę plebani. Trudna sytuacja gospodarcza w Niemczech i idący za tym brak środków finansowych spowodowały jednak, że nowa plebania powstała dopiero w 1937 roku. Tym samym została oficjalnie zakończona cała budowa wszystkich obiektów należących do parafii pw. Świętej Barbary. Liczba parafian w 1931 roku wynosiła około 10 tysięcy wiernych, zaś pod koniec wojny wyniosła prawie 12 tysięcy.

Sytuacja parafii zmieniła się wraz z zakończeniem II wojny światowej. Bytom został przyłączony do odrodzonej Polski, a parafia znalazła się w granicach Opolskiej Administracji Apostolskiej. Liczba wiernych wraz z rozwojem miasta wzrastała i już w 1948 roku wynosiła 12 500 mieszkańców, a w połowie lat 60-tych XX wieku wzrosła do 13 tysięcy. Obecnie ze względu na spadek liczby mieszkańców miasta, liczba wiernych wynosi zaledwie około 6 tysięcy osób.

Tomasz Sanecki

Bytom, 30 listopada 2015 r.