Recenzja książki Hansa von Lehndorffa „Dziennik z Prus Wschodnich. Zapiski lekarza z lat 1945-1947″

Dziennik z Prus Wschodnich Hansa von Lehndorffa to opowieść o byciu człowiekiem bez względu na wiarę i narodowość w czasach okrucieństwa, mordów i wojny. Są to zapiski niemieckiego lekarza z lat 1945-1947. Pisał on ten dziennik sam dla siebie, próbując zrozumieć otaczającą go rzeczywistość tak trudną do zaakceptowania. Mimo, iż był Niemcem wcale nie popierał hitleryzmu, ani żadnego innego systemu, w którym dokonywane są mordy na ludziach i gdzie następuje upodlenie człowieka do takich granic, że człowiek taki mimo, iż żyje to modli się o rychłą śmierć.

„Widziałem kiedyś jak kot bawił się myszą. Mysz była jeszcze całkiem żywa, co kotu najwyraźniej się podobało. Co rusz próbowała uciekać i kilka razy pomyślałem, ze rzeczywiście umknęła. Kiedy jednak przyjrzałem się bliżej znudzonemu kotu, stwierdziłem, że już dawno ma znów zwierzątko w zębach. Wiele godzin później w myszy nadal tliło się życie. Całkiem zmaltretowana nie miała już ochoty na ucieczkę, lecz przemieszczała się bez celu tu i tam, kiedy kot dawał jej ku temu okazję. Mógłbym skoczyć i dobić zwierzątko, żeby mieć spokój. Ale cóż by to pomogło – pomyślałem sobie – niezliczonym tysiącom myszy, które wpadają w podobną opresję i nie mają znikąd pomocy. Czy nie chodzi o to, by sprostać pytaniu, które nieustannie powraca w podobnej formie? I czy nie jest tak, że odpowiedź poznam tylko wówczas, gdy sam znajdę się w sytuacji owej myszy?”

Dziennik opowiada o ostatnich dniach wojny w Prusach Wschodnich, ostatecznej przegranej hitlerowskich Niemiec, sowieckiej okupacji i polskich początkach na Mazurach. Hans von Lehndorff ten trudny czas spędził ratując ludzi w placówkach medycznych najpierw jako lekarz, a potem także jako więzień-lekarz. Był on lekarzem z powołania, co determinowało jego miejsce wśród ludzi: pacjenta traktował nie jako przedmiot medycznych zabiegów lecz jako powierzonego mu człowieka z ciałem i duszą – jak odnotował w swych zapiskach.Być może jego postawa wobec pojmowania człowieczeństwa była efektem tego, iż był on bardzo religijnym człowiekiem.

Topografię Dziennika wyznacza trasa wschodniopruskich wędrówek Lehndorffa – tych podejmowanych spontanicznie zgodnie z wewnętrzną potrzebą, podczas kolejnych ucieczek, a także przymusowych w kolumnie niemieckich więźniów pojmanych przez sowieckie wojska. To przemieszczanie się prowadzi go śladami dzieciństwa i życia przed katastrofą, Lehndorff rejestruje swoją obecność w miejscach tych samych, a zarazem spustoszonych przez wojnę. W Dzienniku nie ma nic ważniejszego niż kolejna chwila – zaraz przeminie, a jednak zawiera w sobie całą wieczność:

„I oto nagle głos we mnie, odpowiedź i nakaz – otwórz tylko oczy i patrz, bo wszystko co tu się dzieje, byłoby naprawdę bez sensu i bez celu jak rechot piekieł, gdybyś ty tego nie widział. To nie jest mgnienie wielkiej historii – mgnienie, które przeminie, to jest wielka historia w jednej jedynej chwili. Dlatego tylko patrz, a ujrzysz chwałę Bożą.”

Dziennik czyta się jednym tchem, jest on bardzo interesujący i zarazem dający czytelnikowi wiele do myślenia. Nieważna jest narodowość i wyznanie, nie każdy Niemiec żyjący w czasach okupacji hitlerowskiej utożsamiał się z ideologią Fuhrera, i że w obliczu Boga wszyscy jesteśmy po prostu ludźmi, równymi sobie, bez względu na wszystko.

Hans von Lehndorff urodził się w 1910 roku w Graditzu w Saksonii. Dzieciństwo spędził we wschodniopruskich Trakenach. Po maturze studiował prawo w Genewie, Paryżu i Oksfordzie, następnie medycynę w Królewcu, Monachium i Berlinie. W 1938 roku przeniósł się do Insterburga w Prusach Wschodnich i podjął pracę jako chirurg w tamtejszym szpitalu miejskim. Po ewakuacji szpitala w styczniu 1945 trafił do Królewca, gdzie pracował jako lekarz w rozmaitych szpitalach i lazaretach aż do wkroczenia wojsk sowieckich. Wkrótce potem został zatrzymany i osadzony w ośrodku internowania, zaś po jego rozwiązaniu opiekował się chorymi w królewieckim szpitalu dla Niemców. Wielokrotnie podejmował ucieczki. Od jesieni 1945 do lata 1947 przebywał na ziemiach zajętych już przez Polaków, na terenie dzisiejszych Mazur. Stamtąd wyjechał niemieckim transportem do Niemiec. W latach 1954 – 70 był ordynatorem szpitala w Godesbergu pod Bonn.  Zmarł w 1987 roku.

Tytuł: Dziennik z Prus Wschodnich

Autor: Hans von Lehndorff

Liczba stron: 351

Wydawca: Ośrodek Karta, Warszawa 2013

Cena detaliczna 34 zł

Więcej tutaj

Gorąco Polecam!

Tomasz Sanecki

Bytom, 11 listopada 2013 r.

3 Komentarze

  1. Musi to być ciekawa książka. Wśród Niemców na pewno było wiele osób niezgadzających się z polityką Hitlera jak ten lekarz, ale niestety było ich zdecydowanie za mało..

  2. książkę przeczytałam z dużym zainteresowaniem, tym bardziej, że mieszkam w miejscowości opisywanej przez autora dzienników tj. w Januszewie.