Piastowscy truciciele. Tajemnicze zgony na dworach książąt piastowskich

Artykuł znajduje się tutaj

13 Komentarze

  1. Trucie było popularną metodą chrystianizacji Słowian.
    W roku 937 powstałą w Niemczech kościelna organizacja o nazwie Marchia Wschodnia mająca na celu chrystianizacje/podbój Słowian Połabskich (tereny byłego NRD).

    W roku 939 Margrabia Marchii Wschodniej Gero zorganizował ucztę, na którą zaprosił 30 naczelników plemion łużyckich i serbskich, a następnie otruł ich.

    Zdrada Gerona oczywiście wywołała odzew zbrojny Słowian. Jednak po kampanii zakończonej zwycięską dla Sasów bitwą pod Łączynem zarówno słowiańscy Wieleci jak i słowiańscy Obodryci uznali niemieckie zwierzchnictwo, zachowując jednak znaczną autonomię. Był to początek niemieckiej kolonizacji Połabia.

    Dobrze jest też wiedzieć, że Jan Długosz pisze, że za czasów legendarnego Lecha, założyciela państwa Polan, Połabianie byli poddanymi Lecha, czyli byli częścią Państwa Polan/Słowian.

  2. „Historycy próbowali znaleźć potwierdzenie wersji podanej przez Ottokara. Badania wykazały że rzeczywiście na dworze Henryka Probusa przebywało dwóch braci – doradca książęcy i legista Jan oraz lekarz – Jakub. Oboje mieli być synami nadwornego medyka księcia Henryka III.”
    Chyba nie „oboje” a „obaj”. Ale artykuł ciekawy chociaż nie jestem historykiem a fizykiem z wykształcenia,
    pozdrawiam
    AP

  3. Drogi panie nasz monarcha miał przydomek SZCZODRY natomiast przydomek Śmiały nadano mu bodajże później….

  4. Wspaniała strona historyczna !!!!!
    Wykorzystam Pana artykuły w mojej stronie historycznej „Poczet władców świata” i dodam do linków polecanych !!!! :-)
    Pozdrawiam serdecznie !!!!!!!!!!!!
    Bogdan Pietrzyk

  5. NIE Boleslaw Smialy,lecz Boleslaw SZCZODRY!!!! Przydomek „SMialy” wcisneto w poczcie krolow polskich w XIX w…i tsak sie jakos przyjelo.OFICJALNYM przydomkiem jest SZCZODRY

  6. a juz sie ucieszylem , ze chodzi o naszego Mazowieckiego…ale rysy inne i juz dalej nie czytalem

  7. Rewelacyjny tekst, potwierdzający rozumienie historii przez Autora. Tak właśnie, sine ira et studio, powinno pisać się o mrocznych zakamarkach naszych dziejów. Tymczasem obowiązującą normą jest nieustanna apologia nawet najbardziej odrażających faktów, podlana bogoojczyźnianym sosem.
    Dobrze byłoby przecztać, w Pana opracowaniu, esej o Jerzym Mniszechu i jego dokonaniach związanych z awanturą (bo trudno inaczej nazwać tę eskapadę) związaną z intronizacją Dymitra Samozwańca.
    Życzę wielu dalszych sukcesów, mózgu i woli w tej pięknej działalności
    Andrzej ajk@onet.eu